Moja podróż po wschodniej Krecie
W tym roku byłam na Krecie, w Koutsounari, niewielkiej miejscowości położonej na południowo-wschodnim wybrzeżu wyspy, niedaleko Ierapetry. To właśnie stamtąd wyruszaliśmy na wycieczki po wschodniej części Krety i poznawaliśmy jej historię, przyrodę, miejscowe tradycje oraz smaki.
Koutsounari leży nad Morzem Libijskim, które jest częścią Morza Śródziemnego i rozciąga się pomiędzy południowym wybrzeżem Krety a północną Afryką. W sierpniu woda jest tam bardzo ciepła, zwykle ma około 26–27 stopni. Sierpień jest też jednym z najgorętszych miesięcy na wyspie.
Plaża w Koutsounari była długa i kamienista. Zamiast miękkiego piasku były kamienie i żwir, a woda w morzu była naprawdę przyjemnie ciepła.
Jednym z dźwięków, które najbardziej kojarzą mi się z Kretą, są cykady. Najczęściej słyszałam je przed miejscem, w którym mieszkaliśmy, ale ich charakterystyczny, bardzo intensywny odgłos towarzyszył nam też w wielu innych miejscach podczas wycieczek.
Ciekawostką jest to, że ten głośny dźwięk wydają głównie samce cykad, które w ten sposób przywabiają samice. Nie robią tego przez pocieranie skrzydeł. Mają na odwłoku specjalne błony nazywane tymbalami. Są one bardzo szybko wprawiane w drgania, a puste przestrzenie w ciele owada wzmacniają powstający dźwięk. Dzięki temu tak niewielki owad potrafi być naprawdę bardzo głośny. Cykady większą część swojego życia spędzają pod ziemią jako nimfy, żywiąc się sokami pobieranymi z korzeni roślin. Dopiero później wychodzą na powierzchnię jako dorosłe owady.
Kreta jest wyspą bardzo górzystą. Około 60 procent jej powierzchni zajmują tereny górskie i wyżynne. Jednym z najważniejszych pasm są góry Dikti, z którymi wiąże się jedna z najbardziej znanych opowieści mitologii greckiej.
Według mitu Kronos dowiedział się, że jedno z jego dzieci odbierze mu kiedyś władzę. Dlatego połykał każde dziecko, które rodziła jego żona Rea. Kiedy jednak urodził się Zeus, Rea postanowiła go uratować. Zamiast dziecka podała Kronosowi zawinięty w pieluszki kamień, a małego Zeusa ukryła na Krecie.
Według jednej z wersji mitu Zeus przebywał w Jaskini Diktejskiej w górach Dikti. Opiekowały się nim nimfy, a karmiła go koza Amaltea. Kureci, czyli mityczni wojownicy, mieli uderzać mieczami o tarcze i robić ogromny hałas, aby Kronos nie usłyszał płaczu dziecka. Zeus dorósł, wystąpił przeciwko ojcu i ostatecznie spełnił przepowiednię, stając się najważniejszym z greckich bogów.
Kreta kojarzy mi się także z ziołami i bardzo charakterystyczną roślinnością. Rosną tam między innymi tymianek i oregano. Tymianek ma na Krecie szczególne znaczenie także dlatego, że pszczoły zbierają z jego kwiatów nektar, z którego powstaje bardzo aromatyczny miód tymiankowy. Tego miodu również później próbowaliśmy.
Przewodniczka opowiadała nam też o diktamusie, czyli dyptamie kreteńskim. Jest to roślina szczególnie związana z Kretą, występująca na skalistych terenach wyspy. Już w starożytności przypisywano jej właściwości lecznicze. Według legendy ranne dzikie kozy miały wyszukiwać diktamus i zjadać go, a wtedy ich rany szybciej się goiły. Mówiono nawet, że po zjedzeniu tej rośliny strzała tkwiąca w ciele zwierzęcia mogła sama wypaść.
Inną bardzo charakterystyczną rośliną był oleander. Jego kwiaty mogą być różowe, białe, czerwone albo łososiowe. Mimo pięknych kwiatów jest to roślina silnie trująca i toksyczne są właściwie wszystkie jej części.
Ogromną część kreteńskiego krajobrazu stanowią drzewa oliwne. Na całej wyspie rośnie ich około 40 milionów. Z jednego dobrze owocującego drzewa można uzyskać około 50 kilogramów oliwek, a do wyprodukowania jednego litra oliwy potrzeba mniej więcej siedmiu kilogramów owoców.
Zbiory oliwek odbywają się głównie jesienią, między innymi w październiku i listopadzie. Pod drzewem rozkłada się dużą siatkę, a następnie używa się elektrycznego narzędzia przypominającego szeroki grzebień lub widelec. Jego końcówka wprawia gałęzie w drgania, dzięki czemu oliwki spadają na przygotowaną wcześniej siatkę.
W gajach oliwnych rośnie także horta. Nie jest to jedna konkretna roślina, ale greckie określenie różnych jadalnych zielenin. Grecy zbierają je, gotują i często podają z oliwą z oliwek oraz cytryną.
W okolicach Kavousi znajduje się również bardzo stare drzewo oliwne. Zapamiętałam, że ma około dwóch tysięcy lat. Takie drzewa są niezwykłą częścią historii Krety, ponieważ niektóre z nich rosną tam od czasów starożytnych.
Jedna z naszych wycieczek prowadziła do Eloundy. Jest to miejscowość położona nad zatoką Mirabello, dziś znana jako jeden z bardziej eleganckich kurortów Krety. W okolicy Eloundy znajdowało się kiedyś starożytne miasto Olous. Później duże znaczenie miały też miejscowe saliny, czyli miejsca, w których pozyskiwano sól z wody morskiej. Elounda jest również jednym z głównych miejsc, z których wypływają statki na Spinalongę.
Właśnie z Eloundy popłynęliśmy statkiem na Spinalongę. Wyspa jest niewielka, ale ma bardzo bogatą historię. Otaczają ją potężne weneckie fortyfikacje, które powstały w XVI wieku i miały chronić ten ważny punkt przed atakami.
Spinalonga najbardziej znana jest jednak z tego, że w XX wieku funkcjonowała tam kolonia dla osób chorych na trąd. Działała od 1903 do 1957 roku. Ludzie wysyłani na wyspę byli odizolowani od reszty społeczeństwa, ale z czasem stworzyli własną społeczność. Były tam domy, sklepy, kościoły i wszystko, co było potrzebne do codziennego życia. Mieszkańcy organizowali sobie życie tak, jak potrafili, mimo choroby i przymusowej izolacji.
Spinalonga stała się również szerzej znana dzięki powieści Victorii Hislop „Wyspa”, której akcja związana jest właśnie z dawną kolonią trędowatych.
Podczas tej samej wycieczki byliśmy też w Agios Nikolaos, mieście nazywanym czasem kreteńskim Saint-Tropez. Najbardziej charakterystycznym miejscem jest tam jezioro Voulismeni, znajdujące się właściwie w samym centrum miasta i połączone kanałem z morzem.
Z jeziorem wiąże się wiele opowieści i legend. Dawniej uważano nawet, że nie ma ono dna. Zapamiętałam, że ma 64 metry głębokości. Jak na tak niewielki zbiornik jest więc niezwykle głębokie. Wokół jeziora znajdują się kawiarnie, restauracje i portowa zabudowa.
Druga większa wycieczka prowadziła przez Lithines, Sitię, klasztor Toplou aż do plaży Vai.
W Lithines zwiedziliśmy Starą Szkołę. Budynek pochodzi z początku XX wieku i obecnie pełni funkcję związaną z życiem kulturalnym miejscowości. Sama wieś ma spokojny, tradycyjny charakter i jest otoczona gajami oliwnymi.
Następnie pojechaliśmy do Sitii, nadmorskiego miasta położonego we wschodniej części Krety. Nad miastem znajduje się Kazarma, czyli pozostałość dawnej weneckiej twierdzy. Region Sitii słynie z oliwy, wina, ziół i tradycyjnego rolnictwa.
Jednym z najciekawszych miejsc na tej trasie był klasztor Toplou. Z zewnątrz przypomina trochę twierdzę i nie jest to przypadek. Przez wieki klasztor musiał chronić się między innymi przed napadami piratów. Odegrał również ważną rolę w historii Krety, zarówno podczas walk o niepodległość, jak i podczas II wojny światowej.
W klasztorze zapaliłam świeczkę w swojej intencji. Dowiedziałam się też o greckiej tradycji składania ofiar wotywnych.
Jedną z nich są tamata, czyli niewielkie metalowe blaszki z wytłoczonym symbolem. Może to być na przykład serce, oko, ręka, noga, postać człowieka albo dziecko. Symbol pokazuje, w jakiej intencji ktoś się modli lub za co dziękuje. Blaszka przedstawiająca dziecko może być związana z prośbą o potomstwo, szczęśliwą ciążę, poród albo zdrowie dziecka.
Drugim zwyczajem jest zapalanie świecy przed ikoną. Świeca może być związana z modlitwą, prośbą, podziękowaniem albo konkretną intencją. Sama również zapaliłam taką świeczkę w klasztorze Toplou.
Później dotarliśmy na plażę Vai. To miejsce zupełnie różniło się od kamienistej plaży w Koutsounari. Największą ciekawostką jest tam naturalny gaj palmowy rosnący tuż przy morzu. Tworzą go palmy kreteńskie Phoenix theophrasti, rzadki gatunek charakterystyczny dla tej części Morza Śródziemnego. Dzięki nim Vai ma bardzo egzotyczny charakter.
Podczas tej wycieczki odwiedziliśmy także miejscowego rolnika. Mogliśmy spróbować kilku typowych kreteńskich produktów: oliwy z oliwek, miodu tymiankowego, raki oraz rakomelo.
Raki, na Krecie nazywane także tsikoudią, jest mocnym alkoholem wytwarzanym z pozostałości winogron po produkcji wina. Rakomelo jest natomiast słodką odmianą przygotowaną z raki i miodu. My próbowaliśmy rakomelo z miodem tymiankowym. Dzięki temu było słodsze, bardziej aromatyczne i zupełnie inne w smaku niż czysta raki.
Cały wyjazd pozwolił mi poznać Kretę z bardzo różnych stron. Było ciepłe Morze Libijskie i kamienista plaża w Koutsounari, góry Dikti i opowieść o Zeusie, głośne cykady, zioła, oleandry, stare drzewa oliwne oraz historie związane z codziennym życiem mieszkańców wyspy.
Był też rejs z Eloundy na Spinalongę, Agios Nikolaos z jeziorem Voulismeni, Stara Szkoła w Lithines, Sitia, klasztor Toplou, zapalona przeze mnie świeczka, palmy na plaży Vai oraz wizyta u rolnika, gdzie próbowaliśmy oliwy, miodu tymiankowego, raki i rakomelo.
Dzięki tym wycieczkom Kreta została mi w pamięci nie tylko jako miejsce wakacyjnego odpoczynku, ale jako wyspa pełna historii, mitologii, niezwykłej przyrody, lokalnych tradycji i bardzo charakterystycznych smaków oraz dźwięków.
No niestety się nie dało, jest szum morza i cykady, bo Greków nie dało się nagrać. Za dużo innych narodowości tam było.
Wspaniały wpis. Takie właśnie lubię. Aż chciałoby się posłuchać nagrań z krety, tamtejszej atmosfery.
Dziękuję bardzo. 🙂
Ciekawy wpis, przeczytałam z przyjemnością, dzięki i czekam na ciąg dalszy.
Wiem o tej książce. Nagrania są cykad i morza, to dam, ale nie mam tu przy sobie na razie, więc na spokojnie. Opiszę jeszcze pamiątki i jedzenie, ale też na spokojnie, bo na razie nie mam siły. 🙂
Jest książka o tych trędowatych na Spinalondze. Ciężki temat. Wpis super. Jakieś nagranka? Kamienista plaża jest trudniejsza do poruszania się no i nie kojarzy mi się z plażą przez brak piasku.
Dajesz, czekamy na part 2
No właśnie, bo nie opowiedziałam wam o wszystkim, opowiem jeszcze o jedzeniu i pamiątkach, ale to już nie dziś. 🙂 Ja też bym chciała posłuchać o waszych doznaniach wakacyjnych.
I to jest właśnie wycieczka przez duże W. Zwiedzanie,doświadczanie, słuchanie, kosztowanie, chłonięcie atmosfery całą sobą, a nie smażenie kupra nad hotelowym basenem i wlewanie w siebie hektolitrów rozcieńczonych drinkóów. Zazdraszczam w pozytywnym znaczeniu 😀
Nikt mi nie komentuje, to ja nie wiem, czy jest zainteresowanie tym fanfickiem. 😀 Taa, Kretyn, hah.
Mitologię też bardzo lubię i takie ciekawostki także. Kocham zwiedzać z wiekiem coraz bardziej.
A mieszkaniec Krety to kretyn hehehe.
DObra dobra, kolejne rozdziały fanficka poproszę, bo nudno. 😛
Mega ciekawy wpis, dużo się można dowiedzieć. Za wstawki o mitologii Greckiej duży plus, lubię.
Pozdrawiam! 🙂